wtorek, 13 września 2011

Wtorek

Powrócił lęk przed czymś niedookreślonym i przekonanie, że na coś czekam, że lektury nie są jedynie przyjemnym kaprysem, kowalem uśpionych narzędzi: języka i myśli. Co na to codzienność? Nie akceptuję jej jako takiej, to pewne, choć źle nie jest, przeżywam ją mimochodem. Moimi ulubionymi rozmówcami są martwi autorzy dzieł, które przeważnie powstały przed narodzinami mego pierwszego JA, przez co jestem głupcem dużo częściej niż inni.
Moje pokolenie mówi dużo o samotności, choć gdyby ją znało, nauczyłoby cenić i szukać - jako wielkiego nauczyciela. Lecz technika nie pozwala nam zostać samym, tka powierzchowne relacje, nie dając wielu okazji do zbliżeń. Na wiele opinii o kondycji ludzi reaguję salwą słów, wiosłowaniem rąk, jednak w środku rozbrzmiewa pobłażanie i punkt widzenia, który prawdopodobnie rozbije się o niezrozumienie.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Czwartek

W piątek dwóch szabrowników złomu odpiłowywało instalację gazową w remontowanym domu kilkadziesiąt metrów od redakcji. Byłem w połowie jedynego papierosa dziennie, gdy gigantyczna bańka eksplozji przebiegła dreszczem po roślinności, napięła jeans na nogach i szyby w oknach, po czym prysła za moimi przygarbionymi plecami. Miejscowi zmaterializowali się zgodnie przy płotach, rozpoczęto domniemania. Po chwili na niebie pojawił się helikopter medyczny i zaczął przysiadać to tu, to tam, jak przerośnięta żółta ważka na przyjeziornym tataraku. Pilot w końcu posadził maszynę na prywatnym terenie, gdzie nie było kabli. Gaz wypełniał powietrze, po kilku minutach przeróżne wozy zaczęły tłoczyć się na sygnale, jakby pchane ręką bawiącego się chłopca. „To gaz!!!” poinformowała nas jedna z gospodyń. Potwierdziło się niepotwierdzone. Zapaliłem drugiego tego dnia  papierosa i wróciłem do przerwanego artykułu. Strażackie, dzielne psy przewąchały bajoro gruzu, znalazły nogę, reszta ulotniła się razem z eksplozją.

P.S. Spanie na brzuchu powoduje, że budzące szturchnięcie, stawia mnie w pozycji nachodzonego od tyłu…

czwartek, 21 lipca 2011

Czwartek

Gdy mówię: JA myślę, JA mówię i nie zgadzam się JA, co myślą inni? Moje zdanie to walka, podkreślenie  sprzeciwu wobec masy, definicji, przyporządkowaniom do gatunków zamieszkujących różne szuflady. Przeciwnikowi memu na imię Milion, który niskim lotem swych gustów rozwadnia smak swego "życia". Dlatego przy katolikach gram ateistę, przy "ateistach" tnę katolikiem, jakbym coś wiedział, jakbym coś odgadł (niewielu wie, że sama deklaracja niewiary nie czyni nikogo ateistą, ale to temat na inny dzień, inną pogodę). Robię wymyki, mostki, staję na rękach, przypominam, że na deszcz za oknem składają się krople, bez względu na ilość wiader pobranych z rzeki. Niestety rzadko, coraz rzadziej zdarzają się rozmowy, nie bełkot małpiaty o guziku i kiju. 

wtorek, 19 lipca 2011

Wtorek

Zanurzyłem się po uszy w obowiązkach, złudzeniach zapewniających zeschnięte pieczywo w chlebaku. Niedociążony doświadczeniami dałem się złapać w sieci posiadania, mające coraz ciaśniejsze oczka, coraz żmudniejsze wiązania. Mieszkanie, samochód, urlop, a tym czasem, tym czasem...
Trapezoidalny bombiarz w wilgotnej piwnicy konstruuje tykający rozgłos, podczas gdy...
Paryska Kultura z 1961 ze zdjęciem pary Paryżan spacerujących po bulwarze, jednocześnie...
Telefon z ofertą pracy w Forum...
I JA w tłumie, gdzie jeden się drapie i drugi, choć go nie swędzi; ściskane łapska, ręce, dłonie, wyciągnięte po "moje?" pismo, opinie, gratulacje, tak, tak, dziękuję, dziękuję, na podium się wdrapuję...
Pieniądze, pieniądze, domy, mieszkania, samochód, urlop...
Odmawiam!

Moja partycypacja w tych obrządkach "z dnia na dzień", niemal liturgicznych, możliwa jest tylko dzięki dobrowolności, mimo to wystawia mnie na pewne zagrożenia. Widzę rozwarte zębiska potrzasków ocen, porównań zarobków, stanowisk, prestiżu, jak w konkursie o wielkość penisów. Tych kilka pytań staje się preludium konwersacji, choćby po najdłuższej rozłące: ile? awans? No, tak, tak... Ta infantylna pycha wypchana mierzeniem, ważeniem i liczeniem, gdzie nie spojrzysz, wyłażą trociny... Człowiek, na którego składa się mozaika uwarunkowań i przypadków, jest strasznie naiwny w swym poczuciu rozmachu.

- Wystarczą dwa palce aby zamienić Cię w ślepca i zabić tego, kim wydaje Ci się, że jesteś. Wystarczy jeden ruch, abyś musiał rozpocząć naukę chodzenia - mam ochotę czasem odparować, ale jest to wiedza nie do zakomunikowania, gdyż pecha przynosi budzenie śpiącego.