wtorek, 11 września 2012

Wtorek

Wizyta u ciotki R. Zwiędnięta, ale i zwinięta, przytwierdzona do biodra ręka wuja wita mnie w progu. Za nią przedpokój, gdzie marsz, korowód witalnych rąk, wypiętych policzków pełnych krążenia, witamin i tlenu. Pokój zaścielony do wizyt. Wybór miejsc, osiadanie, siadanie, rozsiadywanie.
Nad stołem czarne zygzaki, krucze linie flamastrów, kreślone kreski muszym ruchem błyskawicznym, orbitalnym.
Na stole piętrowe, pofarbowane papuzio ciasta. („Wieża Babel” Bruegla)
Przy stole plastyczna, acz krótka rozmowa o cechach much wiejskich i miejskich (?).
Pod stołem usychająca prawica, powolne, odcinkowe konanie, niezauważalne jak ruch kontynentów.
JEDZENIE-UMIERANIE.
Ciotka R. ratuje apetyty zebranych, zrywa się, by mordować owady łapką (!). Deszczyk denatów, trupy bez tchu spadają na dywan po falach firany. Gospodarz odprawia nóż, karmi się zdrową ręką, podczas gdy druga wysycha, jak gałąź by wzmocnić sokami drzewo.
AGONIA-ODŻYWIANIE.
W pewnym momencie do pokoju wchodzi gość zwiększający natężenie kontrastu, rozdarcia jednoczesnego posilania i obumierania. Dysonans. Starszy mężczyzna z umierającą lewą ręką, jako uzupełnienie tamtej prawej niemal wyschniętej, podwiniętej. Siada, zasiada. „21 lat niesprawna” – wskazuje na nie całkiem nieżywą lewicę. Córka rozściela mu serwetę pod brodą, nalewa kawy. On odprawia, jak tamten poprzednio, nóż i zaczyna konsumować! KONANIE podwójne, synchroniczne, przy podwójnym, równoległym ZAJADANIU!
Bezpowrotnie utracona leworęczność. (J.Pilch)
Bezpowrotnie utracona praworęczność. (?)
Dość.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Wtorek


Jeden z myślicieli francuskich (nazwiska nie mam teraz pod ręką) ustalił okres wynalezienia przez cywilizację dzieciństwa i jego śmierci. Pomyślmy. Ten bajeczny poniekąd okres pojawił się, gdy życie ludzkie wydłużyło się w następstwie postępu medycyny i lepszego odżywiania (mimo nie znajomości witamin i minerałów). Dorosłość zrobiła krok naprzód, pozostawiając lukę, w którą wcisnęło się dzieciństwo, a trzech rozmawiających na trotuarze starców przestało być obiektem sensacji. Wcześniej człowiek, mając średnio trzydzieści pięć lat życia w kapeluszu, szybko dojrzewał, co tchu stawiał czoło związanym z tym konsekwencjom, i młodo umierał. Pamiętam, że Staś z „W Pustyni i w Puszczy” mojemu pokoleniu wydawał się nad wyraz rozwinięty, ale nikogo ze współczesnych mu ludzi nie dziwił obraz kilkunastoletniego dorosłego radzącego sobie z napierającą naturą. Filozof ów stawia tezę, że dzieciństwo skończyło się wraz z powstaniem masowej telewizji, która z kolei mi wydaje się doskonałym antidotum na wynaleziony w XIX wieku inny wynalazek: wolny czas (powstał w wyniku zaspokajania potrzeb i skutecznych strajków walczących o krótszy dzień pracy). Konkluzja pełna dramatu: telewizja bez względu na treść i formę ma tendencje mordercze, jest legalnie używaną od lat 50-ych bronią masowego rażenia, gdyż zabija ludzi, którymi moglibyśmy być, zastępując ich mniej lub bardziej udanymi cieniami nas samych.

czwartek, 9 sierpnia 2012

Czwartek

Zastrzegłem dzienniczku, że nie będę przytaczał fragmentów dzieł innych autorów, ale tym razem nie mogłem się powstrzymać. Myślę, że mi wybaczysz:

„Ja Kubuś Puchatek, nagle muszę rozmyślać o sprawach za trudnych dla mego małego rozumku. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, co tam jest za naszym ogrodem, w którym zamieszkaliśmy ja, Prosiaczek, Królik i Kłapouchy z naszym przyjacielem Krzysiem. To znaczy my mieszkamy tutaj dalej i nic się nie zmieniło, i właśnie zjadłem z baryłeczki miodu moje małe co nieco, tylko Krzyś odszedł na chwilę. Sowa Przemądrzała mówi, że zaraz za naszym ogrodem zaczyna się Czas, a to jest taka studnia strasznie głęboka, w którą kiedy tylko ktoś wpadnie, leci i leci w dół, aż nie wiadomo, co się z nim potem dzieje. Martwiłem się trochę o Krzysia, żeby tam nie wpadł, ale wrócił i wtedy zapytałem go o tę studnię. „Puchatku- powiedział- byłem w niej i spadałem, i zmieniałem się spadając, nogi zrobiły mi się długie, byłem duży, nosiłem spodnie do ziemi i broda mi urosła, potem posiwiałem, zgarbiłem się, chodziłem o lasce i wreszcie umarłem. Pewnie to wszystko mi się tylko śniło, bo było jakieś nieprawdziwe. Zawsze dla mnie prawdziwy byłeś tylko ty, Puchatku, i nasze wspólne zabawy. Teraz już nigdzie nie odejdę, nawet gdyby zawołali mnie na podwieczorek”.

                                             - Czesław Miłosz pod koniec życia w hołdzie autorowi Kubusia Puchatka, Alanowi Alexandrowi Milne

środa, 8 sierpnia 2012

Środa

Nietzsche, Russell, Hawking, Gombrowicz wpłynęli na ostrość widzenia nas samych, wynurzyli ponad ocean z ludzi, nad którego powierzchnią panuje samotnie czarna noc. Zapraszamy za kulisy iluzji - mówią. - gdzie spoczywają rekwizyty i garderoba, a człowiek jest jedynie nagim, nieistotnym zwierzęciem. Trzeba uważać, to potężne myśli. Od ich filtrowania mam srebrny osad na skroniach. Jesteśmy w innym miejscu niż nasi przodkowie: kosmologia odebrała naszej planecie znaczenie, demografia i pieniądz odebrały jednostce istotność. Co godzinę przybywa na ziemi dziewięć i pół tysiąca ludzi, a ilu umiera, ilu rodzi się na ich miejsce? Bóg tam, wysoko w niebie, ma chyba prawdziwą fabrykę dusz. Miłosz pisał, że Bóg powinien być starcem z brodą spacerującym po niebiańskich polanach. Czy ten starzec (wszechmogący), znając mój kres (w piekle) wplótłby mnie - mimo wszystko - w swój plan produkcyjny i kazał się zwać miłosiernym? Wiara jednak przekracza paradoksy, w tym ma przewagę nad tzw. rozumem.

piątek, 3 sierpnia 2012

Piątek

Krótka, ale prawdziwa historia o metafizyce
Miejsce akcji: Redakcja
Czas akcji: Jeden z letnich dni przed godziną szesnastą
Osoby: Buddysta, Katolik-Ortodoks, Racjonalista-Humanista, Mucha pierwsza, Mucha druga

Scena pierwsza - ostatnia 

Buddysta, Katolik i Racjonalista siedzą przy biurku tego ostatniego, pracują. Do pomieszczenia wleciały dwie muchy, przeszkadzają. Praca zostaje przerwana.

MUCHA PIERWSZA:
niedbale, jakby do siebie, stąpając bez celu po biurku Katolika-Ortodoksa
Bzzz, bzzz, bzz.

KATOLIK-ORTODOKS
z grymasem obrzydzenia trzymając gazetę transportową w dłoni, z zamiarem zamachu na muchę 
No, chodź tu, chodź tu, "koleżanko". 
po zabiciu i strzepnięciu muchy
Ścierwo.

BUDDYSTA
w chwili morderstwa,
Hola, Hola, stop, fuj, pas.
po, niekontent
To mógł być każdy z nas.

KATOLIK-ORTODOKS
z miną znawcy prawdy
Ziemię Bóg dał mi poddaną
Mucha Budda, to nie Anioł.

MUCHA DRUGA
chodząc po monitorze Racjonalisty-Humanisty, jakby nieświadoma faktów
Bzzzz...
po kilku krokach i chwili milczenia
Bzz, bzzz.
siada na policzku Buddysty, który zastyga

RACJONALISTA-HUMANISTA
Zniecierpliwiony, łapiąc w dłoń muchę
Mam!
podekscytowany swoją zręcznością przykłada pięść do ucha Buddysty
Słuchaj, jest.

BUDDYSTA
słuchając, z troską w głosie
Nie zabijaj.

KATOLIK- ORTODOKS
obojętnie
Zabij.

Racjonalista wynosi muchę na balkon i puszcza wolno.
Praca zostaje kontynuowana.