Pozorny
paradoks: w dwóch mieszkaniach płacę za prąd, którego nie używam, w trzecim
używam prądu, za który nie płacę. Nabyłem z A. mieszkanko, uzupełniane
miesięcznie paroma niezbędnikami - wprowadzenie - na szczęście – nadchodzi
nieodpartymi krokami - z gór Abarim widać już Ziemię Obiecaną.
piątek, 12 kwietnia 2013
Piątek
Beethoven
zapytany pewnego razu o brak kobiety u jego boku powiedział podobno, że
akceptacja jego brzydoty przez jakąkolwiek damę byłaby oznaką braku smaku i
stylu, co z kolei dla niego jest wadą nie do przyjęcia. Dowcip i autoironia
pierwszej wody, godne naśladowania przy demontażu własnej powagi.
poniedziałek, 11 lutego 2013
Poniedziałek
Dostrzegłem w swoim zachowaniu pewną prawidłowość, niepokojący syndrom. Popadłem w uzależnienie, wielkie, nigdy niekończące się ćpanie łańcuszka wielkich ludzi. Zaciągam się Hemingwayem, Nabokovem, czy Mannem, wstrzykuję Einsteina, Russela, Hawkinga, wciągam Nietzschego, Św. Augustyna, Kołakowskiego. A rzeczki mych żył niosą wartko jak kłody, rozmaite wnioski, różnorodne systemy, różnorakie przemyślenia. Zanurzenie, partnerowanie głębi, odurzenie, pasja. I gdy już nasycony po uszy, rozpoczynam finalny rozdział całego dzieła, jestem już odporny na znany narkotyk. Natychmiast potrzebuję czegoś nowego, innego, równie mocnego! Raz jeszcze, głodny, wyposzczony zmuszony jestem do poszukiwania nowego... kwiata maku.
piątek, 9 listopada 2012
Piatek
Spacery wśród czerwonych lasów barwistych, zespolenie z naturą, obcowanie z Nietzschem. Tako Rzecze Zaratustra oraz Ecco Homo: czytam je całym sobą (nie wiem czy inaczej się da), z poczuciem oszołomienia. To szklane kule, w których przebłyskują wydarzenia XX wieku. Po paru stronicach Zaratustry wiedziałem, że poznaję umysł wybitny, poznaję tytana. Góry, samotność i chłód gór były symbolem nadczłowieka Nietzschego, tam brzęk much i zgiełk targów nie miał prawa się wspiąć. Nieroztropni katolicy czasem kwitują Nietzschego stwierdzeniem: zwariował. Jakby było to rozwiązanie, na które zdecydował się ich Bóg, dla mnie w takim razie bezradny. Czy szaleństwo Nietzschego i gest z koniem przekreśliły cały Jego dorobek? Czy
złość Chrystusa na kupców w Świątyni zniweczyła Jego posłanie?
Czasem samotny robak, wspinając się po ścieżkach farbowanych lasów, raczy się myślami o życiu bez chrześcijaństwa, by zaraz porażony schodzić szybko do ludzi.
Czasem samotny robak, wspinając się po ścieżkach farbowanych lasów, raczy się myślami o życiu bez chrześcijaństwa, by zaraz porażony schodzić szybko do ludzi.
wtorek, 11 września 2012
Wtorek
Wizyta
u ciotki R. Zwiędnięta, ale i zwinięta, przytwierdzona do biodra ręka
wuja wita mnie w progu. Za nią przedpokój, gdzie marsz, korowód witalnych rąk,
wypiętych policzków pełnych krążenia, witamin i tlenu. Pokój zaścielony do
wizyt. Wybór miejsc, osiadanie, siadanie, rozsiadywanie.
Nad stołem czarne zygzaki, krucze linie
flamastrów, kreślone kreski muszym ruchem błyskawicznym, orbitalnym.
Na stole piętrowe, pofarbowane papuzio
ciasta. („Wieża Babel” Bruegla)
Przy stole plastyczna, acz krótka
rozmowa o cechach much wiejskich i miejskich (?).
Pod stołem usychająca prawica, powolne,
odcinkowe konanie, niezauważalne jak ruch kontynentów.
JEDZENIE-UMIERANIE.
Ciotka R. ratuje apetyty zebranych, zrywa się, by mordować owady łapką (!). Deszczyk denatów, trupy bez tchu spadają na dywan po falach firany. Gospodarz odprawia nóż, karmi się zdrową ręką, podczas gdy druga wysycha, jak gałąź by wzmocnić sokami drzewo.
AGONIA-ODŻYWIANIE.
Ciotka R. ratuje apetyty zebranych, zrywa się, by mordować owady łapką (!). Deszczyk denatów, trupy bez tchu spadają na dywan po falach firany. Gospodarz odprawia nóż, karmi się zdrową ręką, podczas gdy druga wysycha, jak gałąź by wzmocnić sokami drzewo.
AGONIA-ODŻYWIANIE.
W pewnym momencie do pokoju wchodzi gość zwiększający natężenie kontrastu, rozdarcia jednoczesnego posilania i obumierania. Dysonans. Starszy mężczyzna z umierającą lewą ręką, jako uzupełnienie tamtej prawej niemal wyschniętej, podwiniętej. Siada, zasiada. „21 lat niesprawna” – wskazuje na nie całkiem nieżywą
lewicę. Córka rozściela mu serwetę pod brodą, nalewa kawy. On odprawia, jak tamten poprzednio, nóż i zaczyna konsumować! KONANIE
podwójne, synchroniczne, przy podwójnym, równoległym ZAJADANIU!
Bezpowrotnie
utracona leworęczność. (J.Pilch)
Bezpowrotnie
utracona praworęczność. (?)
Dość.
wtorek, 28 sierpnia 2012
Wtorek
Jeden z myślicieli
francuskich (nazwiska nie mam teraz pod ręką) ustalił okres wynalezienia przez
cywilizację dzieciństwa i jego śmierci. Pomyślmy. Ten bajeczny poniekąd okres
pojawił się, gdy życie ludzkie wydłużyło się w następstwie postępu medycyny i
lepszego odżywiania (mimo nie znajomości witamin i minerałów). Dorosłość
zrobiła krok naprzód, pozostawiając lukę, w którą wcisnęło się dzieciństwo, a trzech
rozmawiających na trotuarze starców przestało być obiektem sensacji. Wcześniej
człowiek, mając średnio trzydzieści pięć lat życia w kapeluszu, szybko dojrzewał,
co tchu stawiał czoło związanym z tym konsekwencjom, i młodo umierał. Pamiętam,
że Staś z „W Pustyni i w Puszczy” mojemu pokoleniu wydawał się nad wyraz
rozwinięty, ale nikogo ze współczesnych mu ludzi nie dziwił obraz
kilkunastoletniego dorosłego radzącego sobie z napierającą naturą. Filozof ów
stawia tezę, że dzieciństwo skończyło się wraz z powstaniem masowej telewizji,
która z kolei mi wydaje się doskonałym antidotum na wynaleziony w XIX
wieku inny wynalazek: wolny czas (powstał w wyniku zaspokajania potrzeb i
skutecznych strajków walczących o krótszy dzień pracy). Konkluzja pełna dramatu: telewizja bez
względu na treść i formę ma tendencje mordercze, jest legalnie używaną od lat 50-ych bronią
masowego rażenia, gdyż zabija ludzi, którymi moglibyśmy być, zastępując ich mniej
lub bardziej udanymi cieniami nas samych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)